Budowanie Szczęścia Wewnątrz – jak to działa i dlaczego? Cd.
Ten wpis to czwarta część ze specjalnej serii artykułów. Jeśli jeszcze nie czytałeś/aś poprzednich z nich, najpierw zapoznaj się z nimi:
1. Wstęp i krótka zagadka o tym jak być szczęśliwym
2. Zewnętrzne i wewnętrzne warunki Twojego szczęścia w życiu
3. Budowanie Szczęścia Wewnątrz – jak to działa i dlaczego?
Na podstawie artykułów tej serii powstał ebook, którego jako subskrybent mojego newslettera dostaniesz zupełnie za darmo. Aby go otrzymać kliknij tutaj i postępuj zgodnie z instrukcją.
Proponuję pominąć jakieś kwieciste wstępy i od razu przejść do mechaniki naszej koncepcji.
Siłą rzeczy to nie propozycja, bo przecież i tak zrobię jak będę chciał. Zresztą wstępy nie idą mi chyba jeszcze tak dobrze, żeby było ryzyko, że mi nie wybaczysz pominięcia jednego z nich. Swoją drogą, sama powyższa zapowiedź braku wstępu właściwie stała się nim w jakiejś ułomnej formie.
Wiem. Już się zamykam i przechodzę do rzeczy.
Poniżej dwa kolejne (i ostatnie) argumenty, dla których warto budować szczęście wewnątrz. Dzięki nim poznasz już w pełni zasadę działania tej koncepcji, co jest niezbędne do wprowadzania jej z hukiem i precyzją w swoje życie.
Po drugie, w świecie zewnętrznym potrzebujemy mniej zmian niż mogłoby nam się intuicyjnie wydawać
Dowody naukowe nie mają litości – jesteśmy do dupy w przewidywaniu, co nas uszczęśliwi
Argument drugi poprę zaczynając nietypowo od badań. Niestety nie wygląda to ich strony najbardziej kolorowo, ale im szybciej spojrzymy prawdzie w oczy tym lepiej. Wyniki badań wskazują na to, że ludzie z natury nie potrafią dobrze ocenić, co sprawi, że będą szczęśliwi (przykład tutaj [1]). Zanim wpadnie Ci do głowy pomysł, żeby pomyśleć, że akurat Ty jesteś od czegoś wyjątkiem, proponuję od razu założyć, że tak nie jest. Być może pomoże Ci w tym poniższe.
Kilka konkretów z badań naukowych
Pierwszym z brzegu przykładem na to, jak wielu z nas w większym lub mniejszym stopniu może mylnie oceniać, co uczyni nas szczęśliwymi, są pieniążki. Tak , tak, każdy słyszał, że szczęścia nie dają, ale czy faktycznie w pełni w to wierzymy? Nie musisz być żadną materialistyczną świnią, żeby zwyczajnie zakładać, że w jakimś stopniu jest inaczej. Według badań tymczasem do w pełni szczęśliwego życia wystarczy człowiekowi minimum materialne pozwalające zaspokoić podstawowe potrzeby, a wolność i niezależność są zazwyczaj ważniejsze niż pieniądze.[2] Podejrzewam, że nie tylko dla mnie jest to mało intuicyjnie. A jak często zdarza nam się choćby po cichutku przypuszczać, że im więcej hajsu tym mniej problemów? Pewne badanie przeprowadzone na bogatych ludziach pokazało, że wyższe zarobki rzeczywiście ułatwiały wiele aspektów życia, ale równocześnie inne z nich czyniły bardziej trudnymi.[3]
Przykład z innej beczki. Kiedy mówimy o czymś, co by nas uszczęśliwiło, wskazujemy zazwyczaj jakieś pojedyncze wielkie wydarzenie, np. zdobycie pierwszego miejsca w jakiejś dziedzinie. W rzeczywistości jednak udowodniono, że ktoś, kto doświadczy takiego jednego wspaniałego wydarzenia będzie mniej szczęśliwy od osoby, która doświadczy kilku mniejszych[4]. Wbrew pozorom to „pierdoły” mają kluczowe znaczenie.
Generalnie, to że człowiek z zasady kaleczy w przywidywaniu, co w jakim stopniu go uszczęśliwi było poruszane w niejednym innym naukowym opracowaniu. Jeszcze jedno z nich linkuję tutaj [5].
Dobra, przykładów już styknie, bo na pewno czujesz klimat. Jedziemy dalej z głównym wątkiem.
Skąd się może w nas brać to przekonanie, że świat zewnętrzny jest najważniejszy dla szczęścia w życiu?
Myślę, że to naturalne i wynika z tego, że właśnie w taki sposób po prostu działa nasz umysł.
Właściwie jakby się zastanowić to szczęście nie jest nam potrzebne do życia… Wystarczy zadbać o wszystko to, co jest na zewnątrz. Jedzenie, schronienie, ewentualnie partner życiowy i tak dalej. Być może właśnie dlatego nasze umysły zostały ukształtowane w taki a nie inny sposób.
Teraz potrzebne będzie parę słów o tym cudownym narzędziu w naszych głowach i o jego ciemnym obliczu pod kątem budowania szczęśliwego życia. Przyglądnijmy się temu, jak nasze umysły działają „domyślnie”, zgodnie z tym jak je najwidoczniej zaprogramowała natura i pod jakim względem warto by je było odrobinę „naprostowywać” (tak jak to robimy teraz). To ważny element, który przyswoimy przy okazji powyższego argumentu drugiego.
Będzie trochę filozoficznie i abstrakcyjnie, ale wierzę, że przez to przebrniesz, bo warto. To wszystko ma mega praktyczną wartość, z czym na pewno się zgodzisz prędzej czy później.
Lecimy więc.
Umysł – czy warto we wszystkim mu ufać?
Nasz mentalny przyjaciel z pewnością jest nam niezbędny do życia. Za jego pośrednictwem myślimy, planujemy, funkcjonujemy i tak dalej, wiadomo. 24 godziny na dobę dostarcza nam wszelakich informacji i propozycji rozwiązań, co robić i jak robić.
Czy jednak powinniśmy mu zawsze ufać? Czy nasze umysły zawsze podpowiedzą nam to, co jest najlepsze dla naszego rzeczywistego szczęścia? Albo inaczej, czy ich wrodzona definicja szczęścia będzie taka sama jak ta nasza?
Główną rolą naszego umysłu zdaje się być zadbanie tylko o takie właśnie kwestie „przetrwania”. Zauważmy następnie, że wszystkie z nich znajdują się tylko w świecie zewnętrznym. Trzeba przyznać, że w tym zakresie nasze umysły sprawdzają się świetnie, ale rzuca się tu w oczy pewien problem. Otóż to, że nasze cudowne „narzędzie do przetrwania” z natury wie jak zapewnić nam warunki do życia, nie znaczy, że równie naturalnie przyjdzie mu prawidłowe naprowadzanie nas na szczęście w życiu. Pod tym względem, jego intuicyjne rady będą nas bardzo często wyprowadzać na manowce. Uważam, że nasze umysły kompletnie nie mają wpisanej w swojej naturze wiedzy, o tym jak być szczęśliwym.
Stwierdźmy więc jedną rzecz głośno i wyraźnie.
Umysł to przede wszystkim narzędzie do przetrwania, a nie do osiągania szczęścia w życiu

Spójrz tylko – nasz umysł zawsze zdaje się być skłonny szukać wszystkich rozwiązań na zewnątrz. Świat wewnętrzny? Dla naszego umysłu to jakaś abstrakcja! Być może, dlatego, że sam stanowi jego część.
Wszystkie głębokie stany, które wielu z nas określiłoby mianem prawdziwego szczęścia, takie jak spokój wewnętrzny, satysfakcja z życia, radość z życia, życie pełną życia… wcale nie są niezbędne do życia prawda? (chyba właśnie pobiłem pewnie jakiś rekord w liczbie użycia słowa „życie” w jednym zdaniu). Stąd powyższe stwierdzenie. Umysł jest zaprogramowany na przetrwanie, a nie na bycie szczęśliwym. Mowa oczywiście o prawdziwym szczęściu, a nie o tym, co umysł najchętniej by za nie intuicyjnie uznał (przyjemność, satysfakcja, wygoda, poczucie ważności…).
Zdaję sobie sprawę, że na początku może to brzmieć dziwnie, ale daj temu moment. W tej chwili przyda się pewnie…
Słówko wyjaśnienia z dość osobliwej formy opisywania naszego umysłu jaką przyjmuję
Mam na myśli ujmowanie go jako jakiegoś oddzielnego podmiotu niż my sami. Faktycznie, uważam, że Ty i Twój umysł to absolutnie nie to samo. Jak by co, to nie ja to wymyśliłem. To bardzo często spotykana koncepcja i całkiem możliwe, że spotykasz się z nią nie po raz pierwszy. Mówiąc najkrócej, chodzi tylko o pewien punkt widzenia, który jest niezwykle cenny przy poznawaniu natury szczęścia. To jednak zupełnie inna bajka, w którą nie ma potrzeby teraz wchodzić.
Tyle nam wystarczy, a teraz wróćmy do tematu.
Do czego nasze umysły mają skłonność?
Niezależnie od tego, jaki jest problem, nasz umysł zawsze proponuje coś zmienić w otaczającej nas rzeczywistości albo w nas samych (np. nasze umiejętności, charakter, wygląd – pamiętaj, że to nie to samo co świat wewnętrzny). Nawiasem mówiąc, bardziej narzuca niż proponuje. On zupełnie nie pojmuje czegoś takiego jak wewnętrzne warunki szczęścia. Co ciekawe, wcale mu to nie przeszkadza w tym, żeby nieustannie próbować nam wmawiać przeróżne pierdoły wymądrzając się na temat jak być szczęśliwym.
Jak uważasz, czy warto ufać w kwestiach szczęścia komuś kto namiętnie ignoruje świat wewnętrzny? Część Twojego życia, która jak już wiemy jest kluczowa dla szczęścia?
Wniosek do jakiego zmierzam jest jeden i zawiera się w naszym argumencie. Aby być szczęśliwym, nie musimy zmieniać tak wiele w świecie zewnętrznym jak z natury wmawiają nam nasze umysły.
Umysł intuicyjnie pomaga nam budować tylko zewnętrzne warunki szczęścia – tylko coś w stylu tła dla naszego szczęśliwego życia
On po prostu nie potrafi (intuicyjnie, czyli o ile go dobrze, świadomie nie przyciśniemy tak jak próbujemy zrobić to teraz) zaakceptować faktu, że świat wewnętrzny jest tak ważny. Ten z kolei jak już wiesz jest przynajmniej równie istotny dla budowania naszego szczęśliwego życia, jak ten który umysł automatycznie uznaje za jedyny godny uwagi – świat zewnętrzny. Z tego też powodu może nam być trudno to dostrzec na początku.
Kolejny wniosek:
Aby zacząć pracować nad wewnętrznymi warunkami naszego szczęścia, to my świadomie musimy wykroczyć poza intuicyjny sposób myślenia naszych umysłów. One same intuicyjnie nigdy nie zaczną ciągnąć w tę stronę.
To co, lepiej byłoby być jakimś bezmózgiem?
Nie, nie o to chodzi. Żeby nie było, że robię z naszego umysłu jakiegoś krwiożerczego demona w naszej codziennej rozgrywce o szczęście. Wcale nie mam tego na celu.
Uwaga, bo będzie mocno banalnie, ale chyba wypada mi to jasno zaznaczyć.
Nie można podważyć ogromnych zasług naszego umysłu w zakresie zewnętrznych warunków szczęścia. Dzięki niemu jesteśmy w stanie w ogóle funkcjonować i rozwijać się. Jego naturalne skłonności niebywale skutecznie prowadzą nas ku zapewnianiu środków do życia i warunków bezpieczeństwa. Dzięki „radom” umysłu rzeczywiście tworzymy środowisko do budowania szczęścia, ale tylko to zewnętrzne.
Idąc za ciosem jeszcze jedna uwaga…
Jak być szczęśliwym to tylko stąpając twardo po ziemi
Nie pomyśl przypadkiem, że namawiam do tego, żeby porzucać kontakt ze światem zewnętrznym i skupiać się bez reszty na tym wewnętrznym. Mam nadzieję, że udało mi się uniknąć sprawienia wrażenia aż takiego świra, ale wolę się upewnić.
Mam pełną świadomość, że musimy pozostawać w pełnym, stałym kontakcie zarówno ze swoim światem wewnętrznym jak i zewnętrznym. Nie tylko, żeby być szczęśliwym, ale żeby wciąż stąpać twardo po ziemi i na przykład, nie wiem, nie wpaść pod przejeżdżający samochód. Nie zachęcam pod żadnym pozorem do tracenia kontaktu ze światem zewnętrznym. Właściwie to wręcz przeciwnie.
Nie rozwodzę się nad światem zewnętrznym, ponieważ go zna każdy z nas, a w dodatku mamy w zwyczaju przywiązywać do niego nadmierną uwagę. Piszę o świecie wewnętrznym, z tej racji, że go z zasady zupełnie nie potrafimy dostrzegać lub nawet jak już mamy o nim świadomość to natury mamy skłonność, aby go bagatelizować albo kompletnie zapominać o jego znaczeniu.
Dobra, myślę że to mamy.
Czas na kolejny, ostatni już argument podpierający Budowanie Szczęścia Wewnątrz. Luz, będzie prościej i krócej.
Po trzecie, często nie mamy wpływu na to, jak wygląda nasz świat zewnętrzny, natomiast na świat wewnętrzny możemy mieć zawsze
Kiedy otaczająca nas rzeczywistość mija się z naszymi oczekiwaniami, racja, możemy, a wręcz często powinniśmy próbować ją zmieniać. Warto starać się na nią wpłynąć, tak żeby nie stanowiła dla nas przeszkody w byciu szczęśliwym człowiekiem.
Nie znaczy to jednak, że zawsze będziemy w stanie faktycznie to zrobić, prawda?
Nie jesteśmy wszechmogący i wiele z rzeczy na tym świecie jest poza naszą kontrolą. Wiem, to jakby powiedzieć, że ziemia nie jest płaska, ale także stwierdzenie istotnego faktu. Z tej oczywistej obserwacji płynie jednak nieoczywisty wniosek, który zdaje się umykać większości z nas.
Jeżeli wiesz, że nie możesz na coś mieć w pełni wpływu… nie uzależniaj od tego czegoś swojego szczęścia w życiu!
Już prawie dwa tysiące lat temu, jeden z najbardziej znanych stoików powiedział:
„Nie usiłuj naginać biegu wydarzeń do swoich pragnień, lecz swoje pragnienia do biegu wydarzeń – a będziesz szczęśliwszy.”
Epiktet
W przyjętej tutaj terminologii, „bieg wydarzeń” to oczywiście świat zewnętrzny.
Nie stawiaj wszystkiego na niego – na tą jedną kartę, którą po skończonej rozgrywce i tak musisz oddać z powrotem do talii. Karty już takie są, a jak już pewnie wiesz, w życiu jest podobnie. To, co mamy dziś, możemy jutro stracić. Nic nie możemy brać za pewnik. W mgnieniu oka nasze życie może się wywrócić do góry nogami, a wraz z nim nasze szczęście.
Zaraz… Czy tak być musi? Oczywiście, że nie!
Wystarczy nie budować swojego szczęścia w życiu na niepewnych fundamentach świata zewnętrznego. Musimy przestać opierać wszystko, co dla nas ważne o bieg wydarzeń, na który tak często zwyczajnie nie możemy mieć wpływu!
Nie stawiaj wszystkiego, na jedną, bardzo niepewną kartę

Nie robilibyśmy tego w grze karcianej, nie róbmy więc też w tej o nasze szczęśliwe życie!
Często nie możesz mieć większego wpływu na to, czym doświadcza Cię świat (świat zewnętrzny). To jasne, że będziesz próbować walczyć w nim o jak najlepsze warunki dla Twojego szczęścia, ale nikt nie powiedział, że musisz się ograniczać tylko do takiej ryzykownej zabawy. Zresztą, jak być szczęśliwym człowiekiem żyjąc w świadomości, że w każdej chwili całe Twoje szczęście może legnąć w gruzach? Spokój ducha nie przepada za ryzykiem.
Uzależnianie od świata zewnętrznego swojego szczęścia w życiu to nie tylko zły pomysł, ale zwyczajne skazywanie się na porażkę. Zawsze znajdzie się coś, co moglibyśmy zmienić na lepsze. Nawet, jeśli dokonamy tej zmiany kosztem naszego wysiłku i cennego czasu to równocześnie zawsze może nam to zostać odebrane, choćby przez czyste zrządzenie losu. Każdą rzecz możesz kiedyś stracić. Ludzi, którzy Cię otaczają może kiedyś zabraknąć. Miejsce, w którym jest Ci dobrze może będziesz musieć opuścić… Wiem, już to wiesz.
Do czego zmierzam to…
Czy nie rozsądniej byłoby zacząć poświęcać przynajmniej tyle samo czasu i wysiłku na ten wymiar naszego życia, na który zawsze możemy mieć wpływ?
Oczywiście, że rozsądniej. Ty wiesz już, że mam tutaj na myśli świat wewnętrzny i rozumiesz czym jest. To znaczy, że już masz za sobą wielki krok naprzód w swojej pozycji w codziennej rozgrywce o swoje szczęśliwe życie. Aby uczyć się jak być szczęśliwym, warto szukać przede wszystkim tam, gdzie zawsze możemy mieć wpływ przynajmniej na wszystko, co się dzieje – trzeba budować wewnątrz.
Zawsze możesz budować w sobie szczęście, wdzięczność, sens, spokój umysłu, mieć mniej niepotrzebnych, szkodliwych myśli, negatywności, bólu, doświadczać częściej i głębiej spokoju ducha, być bardziej uważnym, obecnym i tak dalej. To są aspekty życia, do których nigdy nie tracisz dostępu.
Nasza strategia jest prosta: dbać o nasze potrzeby w świecie zewnętrznym, ale również należycie uwzględniać te znacznie łatwiejsze do przeoczenia i zapomnienia – odnoszące się do Twojego świata wewnętrznego.
Gratulacje!
I tak oto znasz już cały mechanizm działania naszej koncepcji – Budowania Szczęścia Wewnątrz. Wiedza potrzebna do tego, by zacząć działać i doświadczać korzyści tego podejścia w praktyce jest już w Twoim posiadaniu. Czas najwyższy na narzędziowe KONKRETY, które pozwolą Ci zmieniać strategię w swojej grze o szczęście na nieporównywalnie bardziej efektywną.
Zapraszam Cię więc do kolejnego artykułu, a wraz z nim do finałowego etapu tej serii, gdzie zaczniemy przekuwać teorię na praktykę. Poznasz tam narzędzia oparte na dobrze Ci już znanej koncepcji.
[1] Christopher K. Hsee, Reid Hastie, Decision and experience: why don’t we choose what makes us happy?, Trends in Cognitive Sciences, Volume 10, Issue 1, 2006, Pages 31-37, ISSN 1364-6613, https://doi.org/10.1016/j.tics.2005.11.007
[2] American Psychological Association. (2011, June 14). Money can’t buy happiness [Press release]. https://www.apa.org/news/press/releases/2011/06/buy-happiness
[3] Novotney, A. (2012, July). Money can’t buy happiness. Monitor on Psychology, 43(7). https://www.apa.org/monitor/2012/07-08/money
[4] The Science Behind the Smile, Harvard Business Review, January–February 2012
[5] Gilbert, Daniel, Wilson, Timothy, Miswanting: Some problems in the forecasting of future affective states, 2012/10/11
Źródło grafik: Unsplash/Pexels
0 komentarzy