Chcesz wiedzieć, jak znaleźć szczęście? Lepiej przejrzyj swojego Wewnętrznego Sabotażystę (cz. 2/3)

mar 6, 2023 | ARTYKUŁ, Filozofia praktyczna, Seria artykułów, Szczęście, Umysł

Czas czytania: około (Liczba słów: )

Ten artykuł jest dalszym ciągiem mini serii. Żeby wiedzieć, o co chodzi, musisz przeczytać poprzednią część:

Chcesz wiedzieć, jak znaleźć szczęście? Lepiej przejrzyj swojego Wewnętrznego Sabotażystę (cz. 1/3)

Pora poznać głębiej nasze umysły jako Wewnętrznych Sabotażystów szczęścia w naszym życiu. W ten sposób będziemy mogli w większym stopniu ograniczyć skutki tej ich kreciej roboty.


Dzięki temu artykułowi:

Zbliżysz się jeszcze bardziej do odpowiedzi na pytanie „jak znaleźć szczęście” poprzez głębsze poznanie swojego Wewnętrznego Sabotażysty w tym zakresie

Pogimnastykujesz dalej umiejętność myślenia abstrakcyjnego i poza schematem ze szczególną korzyścią w ramach Rozwoju Genialnego

– Dokonamy dokładniejszej analizy naszego mechanizmu sabotującego na przykładach i pokminimy jak wykorzystać wiedzę o nim w codziennej rozgrywce o szczęście


Przypominajka! Pisząc tutaj o umyśle, w domyśle będę się odnosić do jego prawdopodobnych naturalnych skłonności, czyli zanim jego myśli świadomie nie wzbogacimy takimi podpartymi o głębszą refleksję, którą na przykład tutaj staramy się dokonać.

Umysł działa w oparciu o jedno paliwo – ciągły brak satysfakcji z tu i teraz

Czarna sylwetka z pochodnią w ręce na tle potężnego ognia.

Zauważ, że umysł popycha Cię do działania poprzez wzbudzanie w Tobie ciągłego uczucia niedosytu. Można by to nazwać mentalnym głodem. Chodzi nie tylko o ten tradycyjny fizyczny głód związany z żarciem, ale również na przykład głód rzeczy, głód poczucia ważności, głód wszelkich doświadczeń… i tak dalej.

To jest normalne i generalnie spoko. Problem w obliczu budowania szczęścia w życiu polega na tym, że umysł zawsze będzie „głodny”. Jedno z największych kłamstw jakie stara się on nam wmówić to to, że ten niedosyt może kiedyś zostać w pełni zaspokojony.

Tak się nigdy nie stanie. Wręcz przeciwnie. W tym przypadku apetyt autentycznie rośnie wraz z „jedzeniem” (z dostarczaniem sobie tego, czego głód czuje umysł).

Znasz to prawda?

Pierwszy z brzegu przykład.

Jeżeli w pewnym czasie zwiększały się Twoje zarobki, jak długo po zmianie pracy o lepszych warunkach albo po otrzymaniu podwyżki, znów zawitało w Tobie to samo uczucie szepczące „chcę więcej…”?

Umysł zawsze chce więcej

Dłoń zasypana monetami sięgająca po więcej

I żeby nie zaszło nieporozumienie, zaznaczę od razu, że to jest pod wieloma względami okej. Taka natura umysłu sprzyja rozwojowi, skłania aby nie stać w miejscu, popycha do działania, polepszania warunków życia własnych i być może tych swoich najbliższych. Warto jednak odpowiedzieć sobie na pytanie…

Kiedy zaczyna się problem?

Problem pojawia się wtedy, kiedy umysł przestaje być Twoim „narzędziem”, a zaczyna być czymś więcej. Być Tobą.

Gdy utożsamiamy się z umysłem, a instynktownie każdy z nas ma do tego skłonność, zaczynamy wierzyć we wszystko to, co mówi. Również pod kątem tematów, o których nie wie nic, takich jak na przykład szczęście.

Możesz mieć młotek i korzystać z niego ile tylko zechcesz, ale to chyba nie znaczy, że chcesz nim być? Byłby z Ciebie wtedy zwykły… młot. Wiem, to wyszukane porównanie.

Stwierdźmy jasno, że…

Umysł nie wie nic o szukaniu szczęścia i nie ma pojęcia jak znaleźć szczęście

Jak ten stan niedosytu ma się do naszego dobrego samopoczucia i spokoju ducha? Czy ten nieustający głód nie jest właściwie równoznaczny ze stwierdzeniem „jestem nieszczęśliwy”?

Przekonanie, że każdy rodzaj głodu mentalnego, który pojawia się w naszych umysłach należy zaspokoić, aby osiągnąć szczęście, oznacza skazanie się na wiecznie „nieszczęśliwe życie”. Przecież w życiu, w którym myślisz, że ciągle Ci czegoś brakuje, nie możesz czuć się szczęśliwym.

Jak więc umysłowi ciągle udaje się nas nakłaniać do robienia tego, co chce?

Myślę, że stosuje na nas przede wszystkim jedną prostą sztuczkę – system nagród. Metoda stara jak świat. Spójrz tylko…

Umysły potrafią nagradzać swoich właścicieli szeregiem pożądanych doznań. Podążając za jego wskazówkami, a raczej rozkazami, będzie nas doprowadzał do sytuacji w życiu, w których doświadczymy przyjemności, satysfakcji, poczucia ważności itp.

Pytanie, które tym razem warto sobie zadać to…

Na jak długo dostajemy te „nagrody”, które funduje nam umysł?

Czy zaraz po tym, jak w nas zawitają, na ich miejsce nie wkracza jeszcze silniejsze pragnienie doświadczenia ich raz jeszcze, a najlepiej w jeszcze bardziej intensywnej formie?

Oczywiście, że tak. Są to jednak jedyne „nagrody” jakie umysł zna, błędnie przypisując im „etykietkę szczęścia”. Ja tam wolę pod tym pojęciem rozumieć coś głębszego. Coś, co nie oznacza zaspokojenia żadnego rodzaju głodu, który wraz z każdym zaspokojeniem wraca z jeszcze wzmożoną siłą.

Im bardziej umysł się stara nas doprowadzić do szczęścia tym bardziej nas od niego oddala. Szukając szczęścia zgodnie z naturalnymi skłonnościami umysłu biegamy za ciągłą iluzją.

Możemy jednak wykroczyć poza ten schemat

Tylko jak?  Moje propo poniżej.

Rozpoznając i ignorując jego instynktowne skłonności i wykorzystując jego możliwości w kierunku, który my sami uznamy za dobry dla nas.

Okej…

Czacha dymi? Całkiem możliwe, że buduje się w niej nowa, korzystna perspektywa.

Postać w strasznej masce trzyma w dłoni dymną flarę

W następnym, ostatnim artykule tej mini serii, dokończymy tę małą analizę naszych umysłów jako Wewnętrznych Sabotażystów pracy nad szczęściem w życiu i spróbujemy przekuć te rozkminy w praktykę. Aby przenieść się do finałowego artykułu dźgnij tutaj.

Dzięki, że jesteś!


Źródło grafik: Unsplash/Pexels

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Może Cię również zainteresować…